ks. dr Lucjan Bielas – UP JPII

IŚĆ ZA PRZEWODNIKIEM
19/09/2021
Medaliści w Pustelni.
20/09/2021

Dlaczego Bóg ma jeszcze do mnie cierpliwość?
Mk 9, 30-37)

Jezus był otoczony tłumami, które, mimo że garnęły się do Niego, to nie miały pełnej
świadomości tego, kim On tak naprawdę jest. Doskonale pamiętamy, że Apostołowie
zdawali sobie sprawę z faktu, iż otaczający ich ludzie, wsłuchani w nauki Jezusa, korzystający
z Jego nadprzyrodzonej mocy, uważają Go tylko za jednego z proroków. Mesjańska zaś
świadomość Piotra, była przede wszystkim darem łaski Boskiej, a przy pierwszej zapowiedzi
męki Chrystus wykazał mu, że wyznanie Ty jesteś Mesjasz, nie jest w nim głęboko
zakorzeniona.
Jezusowi bardzo zależało, aby grupka wybranych uczniów, mająca stanowić elitę tworzącego
się Kościoła, rzeczywiście głęboko uwierzyła w Niego. Wie, że jest to proces długofalowy,
wymagający od Niego zarówno stałej obecności, jak i świętej cierpliwości w wychowaniu
uczniów do nieustannego pogłębiania aktu wiary. Jezus ma pełną świadomość tego, że
„inwestowanie” w nich nie jest czasem straconym i że ta mała powstała wokół Niego
wspólnota, stanie się kluczem do pociągnięcia za Nim tłumów.
Dziś spotykamy Jezusa wędrującego wraz z grupką swoich uczniów z dala od rzesz ludzkich.
Jezus ma dla nich wyłączny czas i można powiedzieć, że niewątpliwie sprzyjało to tworzeniu
szczególnej bliskości między nimi, oraz głębszemu poznaniu. Tymczasem kiedy im mówi o
istocie swojej misji o tym, że: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz
zabity, po trzech dniach zmartwychwstanie, oni nie tylko tego nie zrozumieli, ale nawet bali
się Go zapytać. Paradoksalnie byli z jednej strony z Nim blisko, a z drugiej daleko. I to tak
daleko, że po drodze do Kafarnaum zajęci byli sporem o to, kto z nich jest największy. On
zapowiadał najważniejsze wydarzenie w historii ludzkości, a oni ciągle byli w piaskownicy.
Można postawić pytanie, dlaczego Jezus, widząc tak wielką niedojrzałość, nie oddalił Ich?
Dlaczego nie poszukał sobie lepszych uczniów?
Te pytania spontanicznie jawią się w naszych umysłach. Tymczasem Jezus nie tylko nie
wyrzucił swoich uczniów, ale po mistrzowsku wpisał się z wielkością swej Boskiej nauki w ich
ludzką słabość. Wystarczyło jedno proste stwierdzenie: Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech
będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich. Czyli dobrze, że macie ambicje i każdy
chce być największy, ale zróbcie to w kategoriach mojej logiki, logiki miłości i oddania siebie
w służbie dla drugich i to dla wszystkich, aż do poświęcenia swego ziemskiego życia. W tej
logice wyjście w górę oznacza zejście w dół, ale co najważniejsze, jest zejście z Nim, z
Jezusem. To w tej logice tkwi wielkość i skuteczność prawdziwego ucznia Boskiego Mistrza.
Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: "Kto
jedno z tych dzieci przyjmuje w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie
przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał".
Skoncentrowanie się Jezusa w takim momencie na dziecku wydaje się przynajmniej dziwne.
Nie można jednak tego faktu zbagatelizować, tym bardziej że Jezus, relację do dziecka
przełożył w zaskakujący sposób na relację do Ojca Niebieskiego, a więc na kluczową relację

w naszym życiu. Aby dziecko objąć, tak jak On to zrobił, trzeba się zniżyć. Objęcie dziecka
ramionami to znak akceptacji i dania mu poczucia bezpieczeństwa. Aby dziecko rzeczywiście
przyjąć, trzeba mieć dla niego wiele cierpliwości. Umieć go słuchać i niestrudzenie
odpowiadać na wyartykułowane i niewypowiedziane pytania. Trzeba być za dziecko
odpowiedzialnym i nieustannie czuwać nie tylko nad jego bezpieczeństwem fizycznym, ale
przede wszystkim duchowym. Wychowanie dziecka to najpiękniejsza, fascynująca
współpraca ze Stwórcą w kształtowaniu osoby ludzkiej, współpraca, w której wszystkie
strony się ubogacają.
I taką właśnie postawę Jezus miał wobec swoich apostołów i uczniów. Dlatego też nie oddalił
ich, mimo wszystkich „wychowawczych” trudności. Problemy znakomicie przekuwał na
szansę. I taką postawę Jezus ma wobec mnie dzisiaj. Dziękuję Mu, że mimo ciągle małej
mojej wiary i nieraz nieodpowiedzialnego zachowania, nieustannie jest ze mną i nie skreśli
mnie z listy swoich uczniów, swoich dzieci.

Ks. Lucjan Bielas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *