ks. dr Lucjan Bielas – UP JPII

ks. dr Lucjan Bielas – UP JPII
02/01/2022
ks. dr Lucjan Bielas – UP JPII
09/01/2022

Niebezpieczny Mesjasz
(Mt 2,1-12)
Współczesny świat w wielu swych odsłonach, przypomina Palestynę czasów Heroda
Wielkiego. Ten niezmiernie błyskotliwy i giętki polityk, wszystko i wszystkich w swoim życiu,
podporządkował idei władzy, którą sprawował na powierzonym sobie terenie, z nadania
Imperium Rzymskiego. Z pochodzenia Idumejczyk, religię i świątynię traktował
instrumentalnie, jako spolegliwe narzędzie do sprawowania władzy, tym różniące się od
innych, że trzeba się nim szczególnie ostrożnie obchodzić, zachowując grę wszelkich
możliwych pozorów. Wobec cesarza Imperium był całkowicie spolegliwy, natomiast wobec
poddanych bezwzględny i okrutny, mistrzowsko tworząc i wykorzystując wszelkie między
nimi zaistniałe podziały. Herod miał gębę pełną dobroci, życzliwości i słodyczy, w czynach
zaś był pozbawiony jakichkolwiek skrupułów. Po trupach, nawet najbliższych realizował
swoją wizję państwowego ładu. Dzięki Józefowi Flawiuszowi wiemy o nim dużo i wiemy, jak
bardzo jego osoba rzutowała na atmosferę Jerozolimy, pałacu i całej Palestyny. Przekaz
Ewangelii św. Mateusza o przybyciu mędrców ze Wschodu i o rzezi niewinnych dzieci w
okolicy Betlejem, znakomicie wpisuje się w obraz nakreślony przez żydowskiego historyka.
Wydawać by się mogło, że tak miejsce, jak i czas na narodzenie Mesjasza, był bardzo
niestosowny. Kiedy jednak patrzymy na to fundamentalne wydarzenie w dziejach świata z
perspektywy historii, to musimy stwierdzić, że plan Boga był perfekcyjny. Nie było dla Jezusa
lepszego czasu, nie było dla Jezusa lepszego miejsca i lepszych okoliczności.
Uzbrojeni więc w wiarę i pokorę intelektu przejdźmy wraz z gośćmi z odległej wschodniej
krainy przez pałac Heroda. Przybyli owi Mędrcy ze Wschodu do Jerozolimy przyprowadzeni
przez gwiazdę, którą bez wątpliwości łączyli z Mesjaszem, który już przyszedł na świat, jako
nowo narodzony król żydowski. Musieli być owi goście wyjątkowi, skoro Herod nie tylko
wpadł w przerażenie, ale i osobiście, lecz po swojemu, zaangażował się w ich misję.
Niewątpliwie na ową wyjątkowość składała się, zarówno wiedza, jaką dysponowali i to ta,
astronomiczna, jak i ta, dotycząca Mesjasza, a także sposób jej przekazu. Było to dla Heroda
na tyle realne zagrożenie, że zebrał wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich,
gdzie ma się narodzić Mesjasz. Oni zaś, zgodnie z proroctwem Micheasza (5,1), wskazali na
Betlejem. I tam też wysłał ich Herod, ale już potajemnie się z nimi spotykając, albowiem
miał pewnie zamiar cichego zlikwidowania konkurenta do tronu.
Fakt, że prowadzeni gwiazdą Mędrcy nie ominęli Jerozolimy, pałacu Heroda i konfrontacji z
dostojnikami świątyni i ekspertami w Piśmie, ma swoje znaczenie zarówno w Bożym planie
zbawienia, jak i zapewne w osobistym życiu każdego z uczestników tego wydarzenia.
Kiedy opuścili Jerozolimę Mędrcy udali się w dalszą drogę. W porównaniu z setkami
kilometrów, które przeszli wpatrzeni w niebo i w swoje umysły i serca, tworząc zapewne i
między sobą swoistego rodzaju jedność, te 8 kilometrów do Betlejem, było krótkim, ale
najważniejszym odcinkiem. Trzeba teraz oddać głos Ewangeliście: A oto gwiazda, którą
widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie
było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię

z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby,
ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.
Nie tylko zatrzymanie się gwiazdy, ale przede wszystkim relacja między Matką i Dziecięciem,
tak zwyczajna, taka ludzka, sprawiła, że w niej zobaczyli obecnego Boga. I to
doświadczenie zwaliło ich z nóg. Oddali pokłon Dziecięciu i takie złożyli Mu dary, dla Króla –
złoto, dla Boga – kadzidło, dla Człowieka – mirrę. Trzeba przyznać że, wiedzieli, Kogo szukali.
Po tym doświadczeniu, Mędrcy, tworząc zapewne i między sobą nową relację, inną drogą
udali się do ojczyzny. Jest to bardzo mocny, głęboki i ponadczasowy tekst.
Dzisiaj, w tym świecie, który panicznie tak jak król Herod, boi się Mesjasza, stawiam sobie
pytanie o moje spotkanie z Dzieciątkiem Jezus i o moje z Nim relacje. Stawiam sobie
pytanie: Czy ci, którzy na mnie patrzą, widzą Boga, czy też tylko mnie człowieka, który sobą
Boga skutecznie przesłania?

Ks. Lucjan Bielas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.