ks. dr Lucjan Bielas – UP JPII

Anna, wynagrodzicielka
19/05/2022
BYĆ UCZNIEM JEZUSA
20/05/2022

Dlaczego Kościół Chrystusowy wychodzi z każdego kryzysu?

 (J 14, 23-29)

Można odpowiedzieć krótko – bo jest Chrystusowy.

To, co jest w nim Chrystusowego, przez kryzys jest umocnione i oczyszczone, to zaś co pochodzi od złego, po prostu odpada.

Dzisiejsze czytania pomagają nam nieco głębiej zrozumieć fenomen Kościoła. Oparty jest on na przesłaniu Chrystusa, który wprost mówi: „nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca”. Jezus – wcielony Syn Boży jest, idąc za myślą Benedykta XVI, Misjonarzem Ojca. Kluczem przyjęcia nauki jest poznanie i umiłowanie Chrystusa. Kto według Ewangelii będzie układał swoje życie, stworzy w sobie przestrzeń, w której zamieszka Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty.   Dotyczy to zarówno każdego z nas indywidualnie, jak i wspólnoty. Nikt i nic nie wypędzi Boga z nas i z naszej wspólnoty, możemy zrobić to jedynie my sami, przez brak miłości.

Jezus obiecuje, że na chwile szczególnie trudne pośle Obrońcę (Parakleta) – Ducha Świętego  „którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem”.

Na tym etapie naszego rozważania możemy postawić sobie pytanie: a jak się to ma do praktyki życia Kościoła?

20 lat po śmierci Pana Jezusa, po Jego zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu, przed rozwijającym się Jego Kościołem stanęło niezmiernie ważne i trudne wyzwanie. W wyniku pełnej poświęcenia pracy misyjnej świętych Pawła i Barnaby coraz więcej pogan zaczęło przyjmować Ewangelię. W gronie Apostołów i uczniów powstało pytanie: czy droga do chrztu Chrystusowego prowadzi przez obrzezanie, a więc trzeba być najpierw Żydem i przyjąć całe dziedzictwo i tradycję Starego Testamentu, a potem dopiero chrześcijaninem,  czy też wystarczy sam chrzest? A jeśli wystarczy chrzest w Imię Trójcy Przenajświętszej, to co należy zachować z dotychczasowego dziedzictwa? Trzeba pamiętać o fakcie, że dla zwolenników tradycji, wszelkie przemiany były totalną życiową rewolucją. To, że wtedy doszło do ustalenia wspólnego stanowiska, graniczyło z cudem. Przygotowano dokument, można powiedzieć, pierwszy tego typu w dziejach Kościoła: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego. Bywajcie zdrowi!”. Można powiedzieć, że zachowano istotę tradycji, a więc wiarę przenikającą serce i zwyczaje istotne dla zachowania tożsamości, a odważnie otwarto się na nową rzeczywistość. Dlatego też wystarczył Sakrament Chrztu św.

Warto zastanowić się nad tym, a szczególnie dziś, jakich wtedy użyto metod, aby wypracować wspólny kierunek działania?

– Zwornikiem obrad był Jezus. Świadomość Jego obecności rodziła  odpowiedzialność za Jego dzieło i za zbawienie każdego człowieka, który się nawracał.

– W Duchu Świętym interpretowano ewangeliczne przesłanie i zaistniałe nowe fakty (np. ochrzczenie Korneliusza przez św. Piotra).

– W obradach, każdy mógł się wypowiedzieć i to tak do końca i był wysłuchany.

– Niekwestionowanym autorytetem cieszył się św. Piotr, który był świadomy odpowiedzialności, jaką podejmował i znał swoje miejsce we wspólnocie.

– Zaakceptowany przez wszystkich, krótki i przejrzysty dokument końcowy.

Kościół jest, jak widzimy przestrzenią, w której to, co Boskie w niepojęty i niepowtarzalny sposób współpracuje z tym, co ludzkie. I to jest największą i najpewniejszą gwarancją jego istnienia.

Ponieważ nie chcę być biernym obserwatorem zmagań Kościoła, który umywając ręce, mówi: Kościół sobie poradzi, pragnę więc coś konkretnego czynić. Inspiruje mnie określenie Ducha Świętego – Paraklet, czyli Obrońca. Skoro jest Obrońca, to kto jest oskarżycielem? Biblia odpowiada na to jednoznacznie, że jest nim szatan. Jego oskarżycielską naturę znakomicie oddaje natchniony autor Księgi Hioba. Diabeł  mówi tylko źle o Bogu, o człowieku, o Kościele. Posługuje się różnymi ustami, aby te kłamstwa, ubrane w pozór prawdy odważnie wykrzyczeć.

Kto w procesie przeciwko diabłu jest świadkiem prawdy, świadkiem Boga?  Jest nim  Jezus Chrystus, pierwszy męczennik i wszyscy, którzy są z Nim, gotowi oddać za prawdę swoje życie tak jak i On to uczynił („matyres” – męczennicy, czyli świadkowie. Termin wzięty z prawa procesowego).  Tak więc moje życie to udział w procesie, gdzie na obojętność nie ma miejsca.

Ten proces i ta walka o prawdę i o Kościół Chrystusowy wchodzi więc głęboko w moje sumienie. To w nim oskarżyciel krzyczy, to w nim Obrońca – Paraklet ukazuje prawdę, to w nim mogę podjąć decyzję bycia świadkiem  razem z Jezusem.

                                                                                       Ks. Lucjan Bielas

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.